Styczeń- miesiąc koncertów.

Styczeń- miesiąc koncertów.

Długo mnie nie było, czyli 1,5 miesiąca. Nie pisałam tutaj bo niestety głowę zajętą miałam -nie muzyką, ale jedną i drugą  pracą,egzaminami, stażami,  warsztatami i takimi mniej lub bardziej ciekawymi rzeczami. Prawda jest taka, że nigdy nie miałam aż tak spuchniętej głowy od nadmiary spraw. Mam teraz wolne, a i tak biegam po mieście, wydzwaniam, piszę maile i myślę jak by wszystko ogarnąć  Niby wszystko pod kontrolą,  a jednak jest chaos…podobno na początku był chaos (wg Biblii) więc zobaczymy co ten chaos mi przyniesie. Przez ostatnie 1,5 miesiąca pomimo natłoku spraw, miałam czas na 3 koncerty, a mianowicie:

1)Dikanda w ramach WOŚP.

Na koncert Dikandy zabrałam ze sobą znajomych. Większość z nich doświadczyła takigo rodzaju muzyki na żywo po raz pierwszy. Przeżyli, a nawet im się podobało. Potem strzeliliśmy sobie z Panią Anią (tym razem) wyraźną i piękną fotkę, której nie będę upubliczniała ze względu na prawa autorskie moich znajomych :D Ewentualnych 5 fochów nie udźwignę :) ŻARCIK

2) Małanka- Joryj Kłoc

 Wszystkie koncerty folkowe na których byłam są dla mnie wydarzeniami najlepszymi. Z Małanką nie mogło być inaczej.  Wybierając się z koleżanką na koncert myślałyśmy, że to będzie impreza, bo w ogłoszeniu wspomniane było jedzenie i tańce. Ubrałyśmy się w kiecki, zrobiłyśmy sylwestrowe makijaże a na nogi wdziałyśmy pantofelki na obcasach. Na miejscu okazało się, że przyszli metale, poganie, ukraińcy i łemkowie- ci ostatni ubrani w wianoczki (kobiety) i soroczki.  Joryj Kłoc dał 2,5 godzinny koncert, robiąc taki zamęt, że sala  drżała w posadach. Ponad 400 osób skakało, śpiewało a połowa z nich wdała się w POGO. Najlepsze jest to, że w pewnym momencie razem z koleżanką znalazłam się w samym środku tego młyna obijając się o jakichś wściekłych długowłosych mężczyzn :)))) Niczym husaria z krzykiem na ustach ruszaliśmy w ten dziki pogujący tłum mając  na sobie obcasy i sukienki. Dwa razy jakiś bardzo obfity w pasie jegomosć popchnął mnie co skutkowało skręceniem nogi. Wróciłam do domu kulejąc. Tak jak obiecali  jedzenie było, szampan o 23.00, a po koncercie tańce. Chłopaki z Joryj Kłoc są bardzo sympatyczni i utalentowani. Fajnie mi się z nimi gadało po występie.

WP_20160116_20_48_37_Pro

3)Oratnitza

Ten koncert to była przesada. Było fajnie ale dziwnie. Zacznijmy od tego, że koncert był darmowy, więc zebrała się bohema Wrocławia i różni przypadkowi ludzie.  Miał się zacząć o 21 a zaczął się o 21.50 bo muzykom się nie chciało wejść na scenę wcześniej :( Koncert był w małej knajpce, więc gdy ludzie przybyli w połowie koncertu,    był taki ścisk, że ludzie stali na stołach, żeby cokolwiek zobaczyć. Pod koniec w tym tłumie muzycy zachęcali nas byśmy zatańczyli KOLO. Okej….dla chcącego nic trudnego…więc zebraliśmy się w 10 osób i pod sceną zatańczyliśmy. Bardzo się bałam, że wpadnę na statyw, ale dałam radę. Gdy już wszystko zagrali i zeszli ze sceny, nagle wrócili by poinformować, że nie zagrali jeszcze jedno utworu bo zapomnieli :D OOOKEJ! Ogólnie, Oratniza wydawała się być nie szczególnie zadowolona z faktu, że gra u nas. Cóż taki był klimat koncertu. Mimo wszystko, cieszę się, że mogłam ich zobaczyć na żywo. Potwierdzam, grają lepiej niż na nagraniach.

WP_20160127_21_46_19_Pro WP_20160127_23_25_19_ProWP_20160127_21_44_55_Pro

Dzisiaj  byłam na spotkaniu ludzi wykorzystujących śpiew biały.Śpiewaliśmy  pieśni ukraińskie, podobno  nie które z nich wykonywane są  po kilku kieliszkach. Zebrało się nas 12 szaleńców, którym repertuar zespołu Werchowyna czy Drewo nie jest obcy. W ekipie znalazło się kilku ludzi z Ukrainy  i Łemków, kilku stukniętych folk-wariatów z Polski (w tym ja) i jakiś pan, który się znalazł przypadkiem, a który  nie chciał wyjść :). Efekt: 12 głosów i jedna dusza miłośników etno kultury.

Od wczoraj prześladuje mnie jedna piosenka.Słucham jej, myślę o niej, śpiewam ją  pod nosem.  Udręka!

Na dzisiaj takie o to piosenki przygotowałam. Same szlagiery :)