Dikanda/ Horpyna/ Sutari - relacja z koncertów

Dikanda/ Horpyna/ Sutari – relacja z koncertów

Obiecałam sobie, że będę robiła wpis co 2 tygodnie, co by ten blog nie sprawiał wrażenia opuszczonego i pozostawionego samemu sobie. Ja- właściciel i opiekun mojego najdroższego bloga www.balkantrain.blog.pl nie wywiązałam się  z obietnicy danej samej sobie…liczę zatem na przychylność. A w ramach pokuty wrzucam opis trzech magicznych koncertów zagranych w minionym tygodniu.

W ramach festiwalu Viva Ukraina Viva Polonia zagrał ukraińsko-polski zespół Horpyna-miłośnikom ukraińskiego i polskiego folku powinien być znany. Dnia 1 października- czyli w pierwszy dzień festiwalu, Impart zamienił się w stolicę ukraińskiej kultury. Już od wejścia do budynku, witały gości Ukrainki w pięknych haftowanych koszulach w ludowe wzory- SOROCZKACH. Jak przyszłam i zasiadłam w sali, to akurat grał zespół Sutari. Muszę przyznać, że zespół wprawił mnie w osłupienie, bo:  trzy kobiety…trzy instrumenty…trzy gardła- ot cały zespół. No, ale skoro The Whitestripes we dwójkę mogą robić dobrego rocka, to i trzy dziołchy mogą pęknie grać na skrzypeczkach i ludowych instrumentach,  O! Spotkanie z Sutari było bardzo ciekawym przeżyciem i bardzo się cieszę, że zespół widziałam i słuchałam, bo udowodnił, że nieważne w ile osób- ważne, że jest pomysł, serce i dusza! Polecam bardzo, bo dziewczyny robią folk bardzo przyjemny i nieco zmodernizowany. Po Sutari grała Horpyna- reprezentant Ukrainy co się zowie…ponieważ w składzie zespołu jest dwóch Ukraińców. Zagrali 30minutowy koncert, który porwał do tańca nawet obsługę Impartu. Przyjemny, energetyczny występ z ukraińską duszą. Dodam tylko, że jestem pod wrażeniem ich poziomu grania, a szczególnie wokalu. Przez dwa kolejne dni śpiewałam piosenkę ,, Moloko” :)

,,Haj, haj, haj myła haj
Moloka, moloka, moloka dawaj”

Po koncercie zrobiłam sobie fote z dziewczynami ubranymi w  soroczki, ale przez swoją niezdarność, zdjęcie usunęłam:(

viva-b

W niedziele był koncert, na który czekałam od miesiąca- DIKANDA! Będę szczera i powiem, że spodziewałam się po tym koncercie nostalgii. Myślałam, że nie doświadczę tego, co na koncertach bałkańskich zwykłam przeżywać.  Znając muzykę Dikandy i jej spokojny ton, który- jak głosi tytuł ich pierwszej płyty- przemierzył 4 strony świata, miałam obraz ich koncertu taki:  usiądę sobie na schodach i pooglądam. Ależ się zawiodłam….na sobie! Koncert był dziki….genialny….energetyczny i arcymistrzowski!

Muszę opowiedzieć od początku…

Do Starego Klasztoru zabrałam moją mamę, by zobaczyła, co to jest FOLK przez duże F. Po przybyciu do Sali Gotyckiej (najlepsza!!!) zobaczyłam, że pod sceną są stoliki i krzesełka. Pierwsza myśl: Ale jak to? Nie będzie stania i patrzenia?  W sumie i tak przyszłam posiedzieć i pooglądać- dobre rozwiązanie. Zamówiłam herbatę, porobiłam zdjęcia sceny i tyle. Dodam tylko, że przed koncertem aparat mi się zepsuł i używałam tego w telefonie. Jak  koncert się zaczął, to od razu poszłam do miejsca, gdzie stali ludzie niemogący załapać się na wolne krzesełko…i dobrze! Tam działa się boruta. Prawdziwe pląsy :) Zagrali wszystkie piosenki, które lubię, a szczególnie moją ukochaną Ederlezi. Najciekawsze jest to, że słyszałam 3 wersje tego utworu: Gorana Bregovicia, Emira Kusturicy i Dikandy. Nawet nie ważyła bym się wybierać spośród nich najlepszej…wszystkie były piękne!

Po godzinie grania Pani Ania- jedna z  wokalistek grupy zapowiedziała przerwę. Mimo braku zadowolenia widzów ogłosiła, że przerwa musi być. Potem wyjawiła mi  przyczynę…ale w prywaty wchodzić nie będę. Jak koło mnie przechodziła to zrobiłam na nią szturm, niczym  nastoletnia fanka na Justina Biebera (!!!)

Ja:  PANI ANIU! MOŻNA ZDJĘCIE ???

Pani Ania: JASNE!

{click aparatem}

JA: PANI ANIU, BO MI SIĘ ROZMAZAŁO ZDJĘCIE! (lekka panika) MOŻNA JESZCZE JEDNO?

PaniAnia: NIC SIĘ NIE DZIEJE! JASNE!

JA: ZNOWU!!!!OSTATNIE ???

P. Ania: OKEJ! PEWNIE… PO KONCERCIE BĘDĘ JESZCZE  :)

Ja: PANI ANIU! JEST PANI ŚWIETNA! UWIELBIAM…PISZĘ BLOGA O MUZYCE FOLKOWEJ I ZDJĘCIE TRAFI NA BLOGA….

Pani Ania: OOOOO :) FAJNIE! :)

Po krótkiej dyskusji (ale jakiej!) spotkałam kolegę-tego od stwierdzenia : ,,Im bardziej poznajesz świat tym bardziej kochasz ludzi” (patrz===> notka pisana 23 stycznia). I do końca koncertu pod sceną twardo razem  pląsaliśmy…a mama ? Siedziała przy stoliczku i popijała herbatkę obserwując koncert z perspektywy widza-laika :) Potem mi opowiadała, że ludzie komentowali moje wyczyny z Panią Anią….cóż, jak się to  mówi:  ,,Się ma, się gra” Ja jestem poważnym blogerem i muszę mieć materiał do wpisu! :D  Bardzo się mamie koncert podobał i dobrze się bawiła. Najważniejsze!  Zdjęcie nie zachwyca jakością, ale jest na nim właścicielka jednego z lepszych Folk wokali w kraju!  :)

WP_20151004_20_17_10_Pro

I tak na koniec:

Blog- o ile pisany z pasją- może dodawać skrzydeł. Kiedyś bym nie podeszła do artysty…tak o! A teraz obłapiałam wokalistkę Dikandy! Brawo ja! Kiedyś Jessica Mercedes podeszła do Anny Vintour z telefonem…przytknęła go  jej prawie do twarzy i powiedziała coś. Cesarzowa Vogue zmierzyła  ja wzrokiem i ze złością jej odpowiedziała. Na pewno w myślach Anny, blogerka była martwa  co najmniej 5  razy ale jej czyn był heroiczny! :) Zresztą, głupi przykład ale zawsze potwierdza to, że pasja wywyższa do góry nawet najmniejszego człowieka.

ps. Dziękuję Zwierzaku za komentarze i zwrócenie mi uwagi na błąd-już poprawiłam. Bardzo się cieszę, że temat mojej strony i Ukraińska muzyka jest ci bliska- coś nas łączy…to dobry początek :) Pozdrawiam

WP_20151004_19_45_22_Pro