Dziwne spotkania i spontaniczne podróże…

Po miesięcznej absencji wróciłam z mniejszą ilością wigoru i sił, ale za to z grubszymi przemyśleniami.

Ostatnio zrobiłam sama sobie niespodziankę: tonąc w robocie papierkowej i nie widząc nic spoza góry papieru, wstałam od laptopa i stwierdziłam,  że muszę wyjechać gdzieś. Wzięłam tylko torebkę i pognałam na dworzec główny. Cel: Babcia..odwiedziłam babcie. Byłam w tej miejscowości setki razy, ale dopiero wtedy,  kiedy pojechałam tam bez niczego nawet nie będąc pewną czy mam portfel, spojrzałam na nią na nowo. Poczułam się  jakbym byłam tam pierwszy raz. To były moje 2 dni luzu…czystego nic nierobienia.

Teraz, co weekend uciekam za miasto tylko że duchowo, mentalnie zostając we Wrocławiu. Klasyczne ,, nie mam czasu i pieniędzy” bierze górę.

Wrażeń dostarcza mi codzienne życie. Wczoraj, podczas zakupów w jednym ze sklepów muzycznych sprzedawca nie przywitał mnie typowym ,, co podać”?  tylko: ,, Dałbym sobie głowę uciąć, że my się znamy”, po czym nastąpiło dochodzenie do tego skąd my się znamy. Rzeczywiście, prawdopodobieństwo wcześniejszego spotkania się było ogromne, bo podobno chodziliśmy razem do podstawówki. Całą drogę się zastanawiałam, jak to jest, że ów człowiek mnie kojarzy po tylu latach, skoro ja go w ogóle.  Czy moja twarz  przez ten czas nie zmieniła się? nie no głupie pytanie :D Tak czy inaczej, było to miłe spotkanie po latach z człowiekiem, którego nie kojarzę. Pełno w moim życiu takich spotkań. Ileż to razy rozmawiałam z kimś jak z dobrym kumplem zastanawiając się kim on jest…przez całe 2 lata studiów magisterskich był to wręcz dodatek do wypalonego papierosa.

Niestety, studia się skończyły i ciągoty do papieroska również za to dalej przyciągam ciekawych rozmówców- noł nejmów.

Życzę każdemu dużo radości, dla mnie  najbliższą okazją do radowania się koncert Fanfara Transilvania,ale to dopiero w maju.