W pizdu na krzywy ryj, czyli podróże nie małe, ale za małe pieniądze

Niedzielny poranek…godzina 9.00.

Zazwyczaj, spędzam ten dzień i tą porę dnia dość leniwie, snując się z pokoju do pokoju  i od komputera do  lodówki, popijając powoli kawę ( pierwszą albo drugą). Dziś, wstałam bardzo pobudzona, mając  głowie jeden schemat tego niedzielnego poranka: ,,idę sprzątać!”. Aż myśl mi wykrzyknęła sama w umyśle, ale na myśli się skończyło. I tak, pijąc kawę z wewnętrzną nadzieją i modlitwą na ustach, śledziłam najnowsze doniesienia z Ukrainy. Jest ten pokój czy nie? Oby był!!!

Następnie usiadłam przy komputerze i samoistnie włączył mi się na FB profil ,, W pizdu na krzywy ryj” nie jakiego pana  Michała Patera- nazwa nie wyszukana, ale chyba idealnie oddająca zajawkę i misję pana.

Michał jest podróżnikiem i zarazem moim ,,kolegą” z wydziału Uwr. Dojechał autostopem z Wrocławia do Magadanu ( Syberia) pijąc wódkę i wykorzystując Rosjan do granic możliwości.

Michał…gdybym wiedziała, że studiujemy na jednym wydziale i dzielę z tobą przestrzeń w dziekanacie, to bym częściej tam przychodziła…a tak to: Ożeń się ze mną…nawet na piechotę doszła bym z Tobą na Jukatan i przepłynęła w pław ocean na Seszele :D

Podziwiam gościa i za jego przykładem snuję w głowie dziwne marzenia o podróżach.

Urodziła mi się w głowie myśl: Kaliningrad!  Kiedy? Tego lata. Zbieram ekipę i pieniądze..

To jest tylko hasło, które może przerodzić się w coś wielkiego, dlatego też wracam do planowania podróży, ale w końcu muszę posprzątać.